Oficer Tommy Norman przyjeżdża zawsze do tej samej biednej dzielnicy z przekąskami i napojami gazowanymi i relaksuje się z dziećmi, które tam mieszkają, przez co najmniej godzinę po każdej zmianie Czasami przynosi piłkę i grają w gry. Latem, kiedy było gorąco, kupił pistolety na wodę dla dzieci, a zimą ciepłe płaszcze. 7,691 views, 180 likes, 36 loves, 14 comments, 45 shares, Facebook Watch Videos from Ultras Pogoń Szczecin: Zachęcamy do zapoznania się z nową przyśpiewką: Wygraj Kochana, walcz do końca dzisiaj dla A jak ma się to do biznes Ten artykuł miał powstać już wczoraj podsumowując przedwczorajsze spotkanie Liverpool vs Barcelona, ale biorąc pod uwagę to, co się stało wczoraj w spotkaniu Ajaxu Amsterdam z Tottenhamem Hotspur mój artykuł musi powstać na kanwie obu tych niesamowitych sportowych wydarzeń. 💰 Kup grę Overwatch w najlepszych cenach: 💰Overwatch (PC) - https://goo.gl/2oj6TbOverwatch (PS4) - https://goo.gl/j2SuyBOverwatch (XBox One) - https://goo. Walcz Zawsze do końca, nie poddawaj się NIGDY. Gefällt 695 Mal · 1 Personen sprechen darüber. Strona ta jest poświęcona jak sama mówi - Abyśmy się nigdy nie poddawali lecz walczyli zawsze do końca, ♟ MÓJ SKLEP : https://szachomania.pl ♟ KURSY: https://szachomania.pl/kursy♟ DEBIUTY 👉https://www.youtube.com/watch?v=_VpCgLnqAzU[autopromocja][współpraca Tłumaczenia w kontekście hasła "Nigdy się nie poddawaj Nigdy nie" z polskiego na francuski od Reverso Context: nigdy się nie poddawaj Tłumaczenie Context Korektor Synonimy Koniugacja Koniugacja Documents Słownik Collaborative Dictionary Gramatyka Expressio Reverso Corporate 38 views, 9 likes, 3 loves, 0 comments, 0 shares, Facebook Watch Videos from Męski Różaniec Eindhoven: Walcz i nigdy się nie poddawaj. Walcz z różańcem w dłoni.Walcz o rodzinę ,małżeństwo ,dzieci Nie Poddawaj Się Lyrics: Mówili mi nie poddawaj się i się nie poddałem / Niby rzuciłem rap w bok, ale nie na stałe / Rzuciłem w bok, w kąt uczucia, które miałem / I znowu wracam w rap On Jest. I nie zawiedzie cię nigdy. Jeśli masz w domu Krzyż, podejdź do Niego. Może będziesz musiał go dobrze poszukać, bo zapodział się gdzieś po ostatniej przeprowadzce. To nic. Poszukaj cierpliwie. Jeśli już Go znajdziesz, ucałuj. Może Ci się wydawać, że to jest tylko zimny kawałek drewna lub metalu. Nie myśl o tym. XJpf. zapytał(a) o 20:21 Dać spokój czy walczyć do końca? Mama zawsze mi powtarzała " walcz do końca. zawsze. nawet jeśli nie będzie żadnych nadzieji "oczywiście chodzi o chlopaka . chciałam go mieć i zrobiłam duzo duzo głupich rzeczy , moja "przyjaciółeczka" ta debilna sucza wygadała sekret i naśmiewała sie . ja też zrobiłam dużo głupich rzeczy przez które on chyba zle o mnie myśli . jednak nie moge sobie darowac , przez ten cały rok szkolny czekałam na jakieś cudy . oczywiście działałam w tej sprawie , ale zle na tym wyszłam - smieja sie ze mnie troche .. teraz obudziłam sie w maju ,. miesiąc do końca roku , potem nigdy go nie zobacze . jak mu pokazać że jest dla mnie naprawde NAPRAWDE waznny ? on to chyba wie ,. ma mnie dosyć ... : ( ale jak mu to pokazać w sposób żeby sam się mną zainteresował , moze zachowanie - jakie ? on jest rok starszy , nie chodzimyu dotej samej klasy . on do 6 ja do 5 . nie znamy sie zbytnio . czasem patrzy na mnie ,. gada z kolegami o mnie i mnie wyśmiewa i przezywa ... ;/ale chce żeby mnie zapamiętał , żeby wiedział jak namieszał mi w głowie i ile wycierpiałam pomóż sie jakoś odrznić zachwaniem od innych żeby zwrócił uwage na mnie .. wiecie o co chodzi .. czasem nawet ze stresu o niego wymiotowalam i nie mogłam jesc :( Odpowiedzi MyDragon odpowiedział(a) o 20:26 Zaufaj człowiekowi, a zawsze się zawiedziesz. Nie wolno ufać ludziom, nawet kochankom. Widzisz... popełniłaś zasadniczy błąd: szukałaś miłości w młodym młodego człowieka chłonie wszelkie wydarzenia jak gąbka wodę. Zawiodłaś się, i teraz będziesz bała wiązać z inną osobą. Powinnaś zajmować sie nauką, a nie takimi pierdołami. To nie on cię skrzywdził, tylko ty sama. Gdybyś była rozsądna, to nie próbowałabyś zdobywać chłopaka. Ludzie zawsze obwiniają samych siebie, ale to oni sami popełniają błędy. Jeśli nie chcesz zawodu - nigdy nikomu nie ufaj i nigdy z nikim się nie wiąż, bo nic z tego nie wyjdzie. Miałam ten sam problem .. Wiesz co zrobiłam.? Nie zwracałam na nie go uwagi nic... Jak bym o nim zapomniała. Ubierałam się w najlepsze ciuchy do szkoły , starałam się ładnie sobie włosy układać w różne fryzurki śmiałam się dużo . Jak na mnie patrzył śmiałam się ( że niby taka wariatka) Byłąm zawsze uśmiechnięta itd... Po 2 tygodniach dowiedziałam się że chce ze mną chodzić... Spróbuj tak.:) Życze ci powodzenia. Trzymam za ciebie kciuki ..:* kara 121 odpowiedział(a) o 17:39 miałam taki progrem a teraz jesteśmy parom juz 2lata walcz o niego tak jak ja o mojego chłopaka blocked odpowiedział(a) o 21:06 teraz tak:::po 1 on cie przezywa i ty sobie na to pozwalasz gdzie ja bym mu dawno przywaliłapo 2 on sie z ciebie naśmiewa gdzie to już jest zachowanie 5 latkapo 3 on sie tobą nie interesuje nie zwraca na ciebie uwagi traktuje jak śmiecia że tak powiemchcesz żeby wiedział że przez niego wycierpiałaś myślisz że go to coś obchodzi skoro on sie tak zachowuje?on to będzie miał w dupie czy ty przez niego cierpisz czy nie to jest taki typ chłopaka!dziewczyno obudz sie zapomnij o nim raz na zawsze wiem to trudne ale to jest zwykły dupek nawet więcej nie warto marnować czasu na takie coś jak on!oczywiście że trzeba walczyć ale jeżeli to ma sens i jeżeli jest o co i kogo walczyć a w tym wypadku tak nie jest bo o dupka sie nie walczy bo on nie jest tego wart!nie wiem jeżeli chcesz to możesz z nim na osobności pogadać chociaz nie wiem czy to coś da to tyle na ten temat dziekuje dobranoc Myślę, że powinnaś odpuścić, po co Ci kolejny zawód? :s Ja też tak miałam (oprócz jedzenia) ale tak naplątałam że on ZAMIAST "WIEDZIEĆ " ZE JA SIĘ W NIM BUJAM POMYŚLAŁ ZE MOJA KOLEŻANKA i obie na koniec roku zrobiłyśmy tak:Napisałyśmy mu list i u nas wcześniej miały 6klasy więc w cześniej przyszłyśmy ( i dobrze bo nikt nie dopytywał) i jak on wychodził ze szkoły już ze świadectwem dałyśmy mu i obie powiedziałyśmy żeby się nie hwalił (bo dostanie ale mniejsza :) )my weszłyśmy do szkoły a on... znikną z naszego życia już na zawsze (podziałało wszystko się wyjaśniło on sie dowiedział co myślę i nie zawracałyśmy sobie głowy np. a co jeśli on tak a nie tak zareaguje) :) - u nie działa Kochana teraz wymyśliłam że jak masz facebooka to napisz na kwejku albo czyms ze go kochasz ze zalezy mu ze to wszystko bylo glupie albo daj sobie spokoj. Mialam w sziole dziewczyne ktora tez jest w 5 a on byl w 6 i przezywal ją i wgl i ją nie lubil a ona powiedziala sobie ze znajdzie o 100 razy fajniejszego chlopaka i tyle. Jesli jednak bardzo ic na nim zalezy porozmawiaj ale bez publicznosci Pozdrawiam i 3maj sie :) Moim zdaniem chłopak to dupek. Ale zwraca na Ciebie uwage, wyzywa Cie i śmieje sie z Ciebie. Uwierz mi żaden chłopak nie ma prawda tak robić. Może wprost do niego podejdź i zapytaj czy ma do Ciebie coś, bądź normalnie zagadaj. Nie wyjdziesz na głupią. Przez te głupie rzeczy które robiłaś ,może dla niego jesteś śmieszna. ale jesli sie odwazysz to moze zmieni zdanie :) asiaa001 odpowiedział(a) o 20:30 jak bedzie na osobnosci pogadaj z nm o tym NK-Dzida odpowiedział(a) o 20:13 dziewczyno daj sobie z nim spokuj znajdziesz chłopaka który cie pokocha naprawde i nie bedzie miał do cb zalu o jakies tam głupstwa..to on ma problem nie ty sie dobrze zachkowujesz ale jakk on to zle rozumie to juz on ma z tym Adi1901 odpowiedział(a) o 11:31 Walcz o niego jak nie poskutkuje to sobie odpuść ,mało jest chłopaków na świecie? miałam podobną sytuację chłopak 2 lata starszy chodziliśmy rok do 1 szkoły podobał mi się spotykaliśmy się turlaliśmy eis razem w zimę z górki tuliliśmy moja psiapsiółka mi pomagała tulił mnie tłumacząc że chroni "cycki" po których moja psiapsiółka go ma cała zachowywaliśmy się jak para strasznie mi na nim zależało rezygnowałam ze wszystkiego by się z nim spotkać. dy mu powiedziałam co czuję olał-mnie już się nie widujemy nie piszemy omijamy...dupa U WIESZ MI NIE WARTO PRÓBOWAŁAM PRZEZ PONAD ROK! rudolf34 odpowiedział(a) o 23:33 moja przyjaciółka też rozpowiedziała wszystkim mój sekret to było w 4 klasie, od tamtej chwili mineły 4 lata, od 3 nie mamy ze sobą kontaktu, bujałam się w chłopaku z klasy te śmiechy które były na korytarzu, on nie wzioł tego na serio kiedo w 6 klasie odważyłam powiedzieć mu prawdę był naprawdę zaskoczonyzdobądź numer jego telefonu napisz smsa że chcesz się spotkać i szczerze z nim pogodaj zxawsze trzeba walczyć do końca ale jeśli się nie uda przynajmniej będziesz wiedzieć że miałaś odwagę Daj sobie z nim spokój. On nie jest tego wart. Uwierz mi. Nie warto się o coś takiego, aż tak stresować... Powodzenia w przyszłości ;) selox odpowiedział(a) o 18:54 Wiedz SIĘ NIE PODDAWAJ ! Matko nie wiem czemu zawsze dziewczyny jakoś zakochują sie w 6 kl. Mam ten sam problem Tylko jestem od cb młodsza o 1 rok. Ale walcz do konca! Ja też walcze bo niedługo koniec roku. Tylko moja kol. z jego kl. pewno mu powiedziała. Ale jak mówiłam walcz do konca! Moje zdanie jest takie ,żebyś nie parzyla czy jest z kolegami czy nie ,weź go na osobność i powiedz co myślisz . po cię przezywa przy kolegach itp. a ty mu na to pozwalasz .. nie walcz o marnuj czasu na tego chłopaka bo nawet jeśli zmienisz się zachowaniem to i tak nic z tego może nie musisz wiedzieć czego chcesz ;p Nina ^-^ odpowiedział(a) o 10:54 biedna ... • posłuchaj on nie jest Ciebie wart jasne, że jakby to robił tylko żeby się popisać przed kumplami to ujdzie, i jak z Tobą potrafi normalnie pogadać, ale jeśli nie ... to tu nie chodzi o popis przed kumplami. Jeśli się na Ciebie patrzy, uśmiecha itp. (tym bardziej patrzy w oczy to coś może też on czuje), ale jeśli nie to chyba jego strata. Niech Cię zapamięta ! • zacznij go "olewać" pokaż, że jesteś dumna z tego kim jesteś • jeśli Cię obraża to nie zwracaj uwagi, udawaj, że nie słyszysz, lub masz to w d_pie • śmiej się z koleżankami, pokaż, że jesteś szczęśliwa i on tego nie zmieni ! • patrz na niego czasami z takim "pogardliwym uśmeiszkiem" POWODZENIA :) To kompletnie nie ma sensu nie jest wart ciebie znajdzie się ktoś o wiele lepszy po za tym to 5 klasa masz całkiem sporo czasu na serio jak śmieje się z ciebie to jak se to wyobrażasz oczywiście życzę powodzenia Uważasz, że znasz lepszą odpowiedź? lub Tagi Źródło Komentarz [H]yperreala Dane autora do wiadomości redakcji. Dobrowolnie poddałeś się karze? To jeszcze nie koniec świata. Przeczytaj opowieść, jak zatrzymanie z niewielką ilością zakończyło się odstąpieniem od wymierzenia kary i niewielką grzywną. Relacja z pierwszej ręki, zabawna historia z happy endem. Moje spotkanie z organami polskiego wymiaru sprawiedliwości miało miejsce w lutym 2006 roku. Sprawa zakończyła się po piętnastu miesiacach w sądzie apelacyjnym. W sierpniu 2010 odebrałem z Krajowego Rejestru Karnego zaświadczenie z elegancką niebieską pieczątką „NIE FIGURUJE”. Ale zacznijmy od początku. Policja zatrzymała nas w nocy, w centrum miasta. W kilka osób paliliśmy skręta przy jednym z klubów. Nagle podeszło do nas dwóch funkcjonariuszy w cywilu, jeden z bronią w ręku. Koleżanka trzymała skręta, ja miałem przy sobie worek z 0,69 grama marihuany oraz czterema tabletkami ecstazy (w sumie 0,7 grama). Pakiet upuściłem na ziemię, ale znalazł go jeden z policjantów. Nikt nie chciał się przyznać, więc przewieziono nas wszystkich na komisariat. Tam po kolei brano nas do celi, przeszukiwano i pytano, czyj to worek. Straszono nas wielogodzinnym zatrzymaniem, aż do zdjęcia odcisków palców z folii. W związku z tym, żeby, jak mi się wtedy wydawało, nie przedłużać całej sprawy, przyznałem się, że worek jest mój. Na komisariacie zostałem z koleżanką, przy której znaleziono wspomnianego skręta. Reszta została zwolniona. Po kilku godzinach przewieziono nas do Policyjnych Izb Zatrzymań, gdzie w skandalicznych warunkach spędziliśmy noc. Rano przewieziono mnie z powrotem na ten sam komisariat, gdzie trafiłem po zatrzymaniu. Ok. godz. 11 rano rozpoczęło się przesłuchanie. Po złożeniu wyjaśnień bardzo miłej, ale chyba troche sfrustrowanej pani policjantce („Za to powinien być mandat, marnujemy tu czas!”, „Palcie sobie gdzieś w parkach, nie w centrum!”, „Od kogo to miałeś, od nieznajomego mężczyzny?”), dostałem propozycję od prokuratury: dobrowolne poddanie się karze z wyrokiem pięciu miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata. Przystałem na tą propozycję. Zrobiono mi jeszcze zdjęcia i zdjęto odciski palców. Ok. godz. 13 byłem w domu. Mieszkanie nie zostało przeszukane przez policję. Kierując się poradami dobrych ludzi zacząłem kombinować, jak pomimo dobrowolnego poddania sie karze nie doprowadzić do skazania na pozbawienie wolności. Postanowiłem grać osobę uzależnioną od narkotyków, licząc na zawieszenie podstępowania na etapie przedsądowym (na podstawie art. 72). Do tego potrzebne było mi jednak zaświadczenie z ośrodka leczącego osoby uzależnione. Równocześnie zacząłem zbierać pozytywne opinie na swój temat i wysyłać je do prokuratury. Po owe opinie zgłosiłem się do prodziekana mojej uczelni, który na prędce przygotował pismo, że przeprowadził ze mną dwie rozmowy na wiadomy temat, wyraził pozytywną opinię, podbił pieczątki i podpisał się. Dokument ten, opatrzony numerem akt, po który zgłosiłem się na komisariat, poszło do prokuratury. Po drugą opinię zgłosiłem się do mojego dzielnicowego, którego nawiasem mówiąc widziałem pierwszy raz w życiu. Po opowiedzeniu swojej historii dzielnicowy ciężko westchnął i napisał pismo zaświadczające, że do tej pory nie miał ze mną żadnych problemów. Dokument poszedł do prokuratury. Nie jestem wierzący, więc opinia od proboszcza nie wchodziła w grę, ale również mogłaby być przydatna, generalnie im więcej takich papierków – tym lepiej. Następnie zacząłem odwiedzać różne ośrodki zajmujące się leczeniem osób uzależnionych, starając zapisać się na terapię. To wcale nie takie proste, udawać uzależnionego od trawki, terapeuci po prostu nie za bardzo w to wierzą. W niektórych ośrodkach z chęcią przyjętoby mnie pod warunkiem, że zapłacę 6 tys. złotych za pół roku terapii. W innych odsyłano mnie z kwitkiem niedowierzając mojemu uzależnieniu. Jednak każda wizyta uczyła mnie, co należy terapeutom mówić, a czego absolutnie nie wolno. W czwartym ośrodku (państwowym) założono mi w końcu kartotekę pacjenta i zapisano na „terapię indywidualną” - godzinne spotkania z psychologiem raz w tygodniu. Zanim psycholog wystawił zaświadczenie potwierdzające mój udział w terapii, musiał zrobić badania na obecność narkotyków - dokument dla prokuratury zgodził się wystawić tylko, jeśli będę „czysty”. Przez dobre dziesięć dni nie paliłem, po czym w ośrodku zrobiono mi test (musiałem go kupić w aptece) i po stwierdzeniu negatywnego wyniku dostałem upragniony dokument. Na terapię poszedłem jeszcze kilka razy, po czym uzałem się za wyleczonego, a pismo wysłałem do prokuratury. W międzyczasie moje mieszkanie odwiedziła pani kurator. Oceniła warunki i porozmawiała z rodzicami, z którymi wtedy mieszkałem. Nie mam pojęcia, co napsiała w opinii dla sądu, ale nie pochodzę z patologicznej rodziny, więc przypuszczam, że opinia była pozytywna. W odpowiedzi na zaświadczenie o podjęciu terapii prokuratura postanowiła przebadać mnie przez biegłych psychiatrów. Stawiłem się na komisariacie, gdzie dwie panie przeprowadziły badanie psychiatryczne polegające na rozmowie. Do tego również byłem przygotowany. Opcje były dwie: zakończyć farsę i być sobą, albo udawać wariata (założyć koszulę z oberwanym kołnierzykiem, nie mieć zainteresowań ani dziewczyny, nerwowo rozglądać się po pokoju, spoglądać pod stół w poszukiwaniu podsłuchu itp.). Cała sprawa już „lekko” działała mi na nerwy, więc postanowiłem być sobą. Specjalistki psychiatrii z uśmiechem stwierdziły, że wszyscy marnujemy tu czas i wystawiły opinię dla prokuratury, w której napsiały, że jestem jak najbardziej poczytalny. Ich opinia, jak się później okazało, nie miała większego znaczenia. Terapia i badanie miały jednak jeden olbrzymi plus - jako osoba lecząca nałóg i badana psychiatrycznie, dostałem obrońcę z urzędu! Nie widziałem go aż do dnia pierwszej rozprawy. W końcu przyszło wezwanie do sądu, a właściwie przywieziono mi je do domu radiowozem, wzbudzając duże zainteresowanie sąsiadów. Przed rozprawą poznałem mojego adwokata, z którym ustaliliśmy na szybko, że przyzam się do winy, a on zajmie się resztą. Przedstawiciel prokuratury wnioskował o karę pozbawienia wolności. Adwokat odpowiedział (sprawa toczyła się za rzadów PiS, gdy prokuratorem generalnym była wyjątkowa kanalia, która najchętniej widziałaby wszystkich w więzieniu), że jeszcze do niedawna taka sprawa zakończyłaby się umorzeniem, a spotkaliśmy się tu tylko dlatego, że prokuratura jest naciskana przez przełożonych o jak największą ilość skazań. Sędzia zapytała, co mam do powiedzenia. Powiedziałem, że bardzo mi przykro i zapewniłem, że w przyszłości nic takiego się nie powtórzy. Sąd zasądził odstąpienie od wymierzenia kary z dwuletniem okresem próby oraz 300 zł na jeden ze szpitali. Przy okazji adwokat z urzędu otrzymał wynagrodzenie od skarbu państwa wysokośi prawie 900 zł. Dobra fucha. Tak czy siak - pierwsze zwycięstwo. Jednak nie był to jeszcze koniec całej sparwy. Prokuratura złożyła bowiem apelację do sądu wyższej instancji. Tam odbyły się dwie rozprawy. Podczas pierwszej ani ja, ani adwokat nie zdażyliśmy zabrać głosu, bo wcześniej sędzia zrugał prokuratora za niedostarczenie wszystkich dokumentów (chodziło o opinię od kuratora, która z jakiegoś powodu wyparowała z akt). Sprawa została odroczona. Za drugim razem rozprawa została przeprowadzona w przerwie innej rozprawy, a całość trwała krócej niż minutę. Prokuratura wycofała się z wniosku o karę pozbawienia wolności. Podtrzymano tym samym wyrok pierwszej instancji – zwycięstwo drugie i ostatnie. Podczas okresu próby miałem meldować się kuratorowi co pół roku. Byłem tam tylko raz, porozmawiałem z panią kurator o sprawach nieistotnych i więcej wezwanie na spotkanie z kuratorem nie przyszło. Pieniądze na szpital wpłaciłem, gubiąc przy okazji pocztowe potwierdzenie wpłaty, które na szczęście okazało się do niczego nie potrzebne. Co ciekawe, na pisma wysyłane do prokuratury ani razu nie otrzymałem odpowiedzi. Podobnie nie otrzymałem wyroku z sądu. Wezwanie na badanie psychiatryczne przyszło z komisariatu, w którym byłem przesłuchiwany, a prokuratura przez cały czas milczała, pomimo wysyłania pism o zawieszenie podstępowania w związku z podjęciem leczenia. Wygląda na to, że pomimo ustawy nakazującej odpowiadanie obywatelowi na pisma, prokuratura jest z tego nakazu zwolniona. Podsumowując. W moją sprawę dotyczacą 0,7 grama trawki i 0,7 grama amfetaminy (tak zostały zakwalifikowane pigułki) zaangażowani byli: sztab policjantów (zatrzymanie, transport między komisariatami, przeszukania, zdjęcia, odciski, przesłuchania, dzielnicowy), biegli psychiatrzy (sztuk dwie), prokuratura (ci przynajmniej zaoszczędzili na odpowiadaniu na pisma), prodziekan z uczelni, terapeuci z ośrodków (cztery ośrodki, w jednym kilkanaście godzin terapii), biegły badający, czy trawka jest trawką, a pigułki pigułkami, adwokat z urzędu (trzy rozprawy), sędziowie oraz protokolanci z dwóch sądów (trzy rozprawy), kurator (jej wycieczka do mnie, moja do niej), i Bóg wie, kto jeszcze. Za worek ze dragami zapłaciłem 25 zł. Nie mam pojęcia, jaki był koszt całej sprawy, zostawiam to do oceny czytelnikowi. Epilog Wkrótce po ostatniej rozprawie wyjechałem do Wielkiej Brytanii. W 2009 roku odwiedził mnie kumpel z Francji. Pojechaliśmy do jednego z londyńsich parków zapalić jointa. Chwilę po odpaleniu podjechał do nas radiowóz, z którego wysiadło dwóch miłych funkcjonariuszy Metropolitan Police: - Cześć chłopaki, co tam palicie? - Trawkę! - A macie więcej? - Mamy! - Możemy prosić? - Prosimy bardzo! Rozmowa trwała z 10 minut. Musieliśmy oddać worek (z półtora grama), podać dane (wzięte z kapelusza, w UK nie ma dowodów osobistych, ale nie zmyślaliśmy), oraz wypełnić krótką ankietę. Policjanci byli szerzy do bólu, mówili, że ankieta jest głupia, ale muszą nam te pytania zadać. Równocześnie kilka razy powtarzali, że muszą dać nam „cannabis warning”, ale żebyśmy się nie martwili, że nie jest to „criminal record”. W ankiecie pytania były następujące „Co to było? Czyje to było? Ile kosztowało? Skąd się wzięło?”. Odpowiedzi: „Trawka, moja, 10 funtów, od nieznajomego na ulicy”. Zostaliśmy pouczeni, że jak nas złapią drugi raz, to zapłacimy mandat wysokości 80 funtów. Życzyli miłego dnia i odjechali. W połowie 2010 roku potrzebowalem w UK żaświadczenie o niekaralności, chodziło o przyjęcie do pracy. Na domiar złego, chodziło o tzw. „Enchanced Criminal Record Check”, czyli zaświadczenie, do którego sprawdzane są wszystkie możliwe bazy danych. Po zaświadczenie z Polski poleciałem do kraju i dostałem je na miejscu w biurze Krajowego Rejestru Karnego. Angielskie przyszło pocztą ze wszystkimi rubrykami wypełnionymi słowami: „Not Recorded”. Oceń treść: Komentarze W/g mnie pacjent miał totalnego megafuksa, gdyż nie dość że się przyznał, i poprosił o karę, to sąd mu tej kary nie dał. Uważajcie, wy możecie takiego szczęścia do sądu nie mieć. Ale oczywiście te papiery wszystkie musiały na sąd podziałać, że ułaskawił człowieka z nie można prosić o karę, gdyż ta ustawa skierowana jest przeciw dilerom, a nie użytkownikom narkotyków, i sąd ma moralny i społeczny obowiązek rozróżniać te dwie grupy, z czego zdecydowana większość sędziów zdaje sobie sprawę. Prosząc o karę, często nie pozostawiacie sądowi żadnych możliwości, aby wam pomógł. Anonim (niezweryfikowany) zaczą biegać po ośrodkach, dziekanatach i dzielnicowych, zobaczyli że to nie będzie sprawa typu "kto tam następny? ten i ten dawać go, WINNY, nstępny", przestępstwo jest wtedy kiedy jest ofiara, tu żadnej ofiary nie było i tyle Anonim (niezweryfikowany) Ofiarą jest sam zażywający groźne dla życia dragi - jak i katem zarazem. A samobójstwo to przestępstwo ;/peace Armageddon Anonim (niezweryfikowany) o ile można się z Tobą jakoś tam zgodzić o tyle nie toleruję hipokryzji i skoro tytoń oraz alkohol, bardzo uzależniające i niszczące zdrowie są legalne i nimi mogę się truć to nikomu nic do tego czym będę się truł spoza tych dwóch substancji. Anonim (niezweryfikowany) Cóż za beznadziejna strata czasu i pieniędzy, a dziura w budżecie coraz większa. Jak widać wszyscy (włączając w to sądy i prokuraturę) jesteśmy uwięzieni w sidłach kretyńskich przepisów, a cholerne żadnarmy zamiast faktycznie wziąć się do poważnej roboty, łapią studentów przed klubem. I to z bronią w ręku. Cóż za żal, coż za chora mentalność. Zdaje się, że wyjdziemy z zaścianka dopiero, gdy ubecy i agenci sb kopną w kalendarz, a hycel nałoży kaganiec na rozwścieczone psie odwagi i zachowania zimnej krwi. Volenti non fit iniuria. Anonim (niezweryfikowany) Pierdolona POLSKA! Pierdolone średniowiecze! Pierdolone skurwysyny - to do policjantów, urzedasów z sejmu, tylko życzyć im śmierci pierdolonej, tak by sie jak najdłużej męczyli! Kurwy pierdolone! Czemu kurwa inne kraje odchodzą od represji, a pierdolna sredniowieczna Polska dalej sie tego trzyma! Pierdolonych policjantow nic nie usprawiedliwia! Gdyby to byli ludzie mimo pierdolonych ustaw przymykali by oko, ale nie! Nienawidze tego pierdolonego kraju! Mialem kilka afer z policją, nic jednak nie znaleźli bo nie palę, zawsze bylem czysty. A chętnie bym sobie zapalil od czasu do czasu, bo przynajmniej łatwiej byloby przejsc przez zycie, stresy i wogle. A tak skurwielom zycze jebanej smierci i tego by doswiadczali najgorszego w zyciu. Skurwysyny! Jebancy! Moim zdaniem jeśli on nie chce wrócić, chce rozwodu, nie chce trzymać kontaktu z dzieckiem ani z Tobą to po prostu powinnaś się rozwieść. Kwestia tego czy macie wspólnotę małżeńską czy nie. Co zostanie podzielone, co Ty możesz realnie dostać i potem co możesz zapewnić swojemu dziecku w postaci Alimentów itd. Warto tutaj wspomnieć, że przydało by się rozeznanie prawne w tym temacie. Jeśli masz pracę - Twój plus, bo jesteś rozwodznie wrócisz do normalnego trybu życia. Dziecko... to jest problem co mu powiedzieć w tej sytuacji. Może prawdę? Bolesną ale szczerą... choć tutaj trzeba również rozważyć, czy nie będzie potrzebna docelowo pomoc psychologa. Z drugiej strony może warto by było pójść we dwójkę do psychologa (Ty i Twój mąż)? Może on uratuje Wasz związek... tyle, że musisz umieć przekonać swojego męża na szczęście mam mniej lat na koncie i nie mam jeszcze związku, ale tak szczerze mówiąc widząc to co się teraz dzieje w tym społeczeństwie to jest jedna wielka porażka. Zdecydowana większość ma siano z mózgu, zero planów i celów - pełen spontan. Później się budzą po n'latach "hej! to nie to czego szułałem/am.".Jeśli jedną drogą nie idzie, spróbuj inną. Jeśli nie da się z nim negocjować żebyście byli razem i chce rozwodu - pomyśl dobrze jak to obrócić przeciwko niemu tak, żeby zapewnić chociaż dziecku przyszłość, bo głównie właśnie o nie chodzi. Pamiętaj: liczy się papier, a nie zeznania czy taśmy Twój sukces będzie zależał tylko i wyłącznie od tego jak się do tego wszystkiego przygotujesz. Miej na uwadze to, że on jest w tej chwili zrelaksowany i dyktuje Tobie warunki, które doprowadzają Ciebie do szaleństwa jak i rozpaczy. Radzę więc, żeby pomógł Ci ktoś z Twojej rodziny z tym walczyć i się do tego szykować. Weź zadzwoń na jakąś linię z poradami prawnymi itp. Działaj. Nie poddawaj się bez walki i walcz do samego końca choćby sił już nie było. Co nie zabije to wzmocni, a myślę, że jesteś wystarczjąco silną kobietą, żeby uwierzyć w siebie, w swoje możliwości i nadać swojemu życiu nowego sensu w której pogodzisz się z przeszłością i pójdziesz w przyszłość - bo o przeszłości nie da się zapomnieć... należy nauczyć się ją to by było na tyle. Może napisałem jakieś głupoty wyżej może nie, ale przynajmniej nie jestem osobą która daje "dobre rady" w stylu "nie dzwoń do niego". Facet będzie miał to koncertowo w głębokim poważaniu jak mu już nie zależy i tak do niego się nie trafi. Nie wiem kto Ci to powiedział, żeby tak robić. Ja bym prędzej zadzwonił i umówił się z nim na mieście na jakąś kawę czy cokolwiek innego. Pomyśl o czym chcesz z nim porozmawiać, niech Ci wyjaśni powód dla którego chce się rozstać. Niech powie co czuje do dziecka i jak się czuje porzucając własne dziecko... bo to właśnie robi. Słowo zakochać/odkochać... to taki slang, którego de'facto się teraz używa: "chcę być z Tobą/znudziłeś(aś) mi się, nara".Wątpię, że to tak z dnia na dzień się pojawiło, więc może warto szukać problemu u źródła innego niż zakochać/odkochać. A może powinnaś się dowiedzieć co on rozumiał przez zakochanie w Tobie. Może chodzi o to że lata minęły i nie jesteś już taka atrakcyjna jak kiedyś. Może nie dbasz o siebie wystarczająco? Ja tylko mogę snuć milion wersji i teorii, rozważać scenariusze bardziej i mniej prawdopodobne i myślę, że to mi dobrze wychodzi. W dzisiejszym świecie wyglądem można bardzo wiele zdobyć - zbyt wiele... i o tym też musisz pamietać. Co to jest wydać 200zł w miesiącu dla kobiety chociażby na kosmetyki, jeśli dzięki nim można wpływać miażdżąco na otoczenie? Wy macie tyle gadżetów, żeby dbać o siebie, że naprawdę nawet z brzydkiego kaczątka cuda można zrobić. Ultimatum jedno - starać się trzymać jakąś tak trochę odjechałem od tematu (choć może i coś w tym jest). Pozbieraj myśli, skup się i działaj. Weź sobie kartki, zacznij sobie notować wszystkie szczegóły które mogą być bardziej lub mniej ważne. Spróbuj później je jakoś posegregować, połączyć liniami, ustal cele, cokolwiek. Działaj, po prostu działaj. Nie sądzę, że jesteś jedyną, która ma taki sobie jakąś herbatę owocową - dobrze Ci zrobi. Podobno herbata z hibiskusa uspokaja więc myślę, że będzie lepsza niż tabletki. Wierz w siebie. Przede wszystkim w chyba napisałem co mi tam szumiało w głowie :) wracam do swoich zajęć, bogatszy o przemyślenia. Powodzenia!